Niedziela ze Słowem

O małżeńskiej szczęśliwości (7.10.2018)

Azory (fot. M. Rosik)

Status kobiet w patriarchalnej społeczności dawnego Izraela był nie do pozazdroszczenia. Ostatnie przykazanie żydowskiego Dekalogu stawia na jednej linii dom, żonę, niewolnika, wołu, osła i rzeczy materialne. To właśnie ich zabrania się Izraelicie pożądać. Aby dowartościować pozycję kobiety, Kościół inaczej ponumerował przykazania, nie przejmując się gramatyką, czyli faktem, że ostatnie z nich nawet nie jest zdaniem: Ani żadnej rzeczy, która jego jest.

Starotestamentowy mędrzec Syrach uważał, że małe jest wszelkie zło wobec przewrotności kobiety. Żydowski pisarz, współczesny Jezusowi, Filon z Aleksandrii dowodził, że kobiety winny trwać w stosunku poddańczym wobec mężczyzny. Podobnym echem brzmi wyznanie żydowskiego historyka Józefa Flawiusza, który stwierdza wprost, że kobieta jest „gorsza” od mężczyzny. Tymczasem Jezus radykalnie odcina się od religijnych tradycji swego narodu, gdy zakazując rozwodów, podkreśla równość kobiet i mężczyzn: „na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę” (Mk 10,6).

W oparciu o naukę Jezusa ukształtowało się spojrzenie na małżeństwo Tertuliana, apologety z północnej Afryki żyjącego na przełomie II i III wieku. W traktacie Do żony swój zachwyt nad nim wyraził retorycznym pytaniem: „Jak mam opisać szczęśliwość owego małżeństwa, które Kościół łączy, wzajemne oddanie potwierdza, błogosławieństwo przypieczętowuje, aniołowie ogłaszają, a które Bóg Ojciec uważa za zawarte?… Spoglądając na takie rodziny, Chrystus się raduje i wysyła im swój pokój; gdzie jest dwoje, tam jest i On”.

Właśnie. On, Chrystus, jest tam, gdzie dwoje małżonków jest jednym ciałem. Więcej, On na różne sposoby chce być obecny także tam, gdzie ta jedność jest rozerwana. Nawet jeśli nie może to być obecność w Chlebie…

Share:
ks. Mariusz Rosik