Research blog

Antoni Pustelnik

Pustynia w Biblii jest z jednej strony miejscem doświadczania obecności Boga, z drugiej wzmożonej działalności sił zła. Ze względu na ten pierwszy czynnik mnisi, asceci i eremici wybierali pustynię jako miejsce swych duchowych wzlotów; nie mogli jednak nie brać pod uwagę pokus twórcy chaosu, który zgodnie ze swym imieniem, fabricator fragmentorum, nie pominie żadnej okazji, by wprowadzać w uładzonej duszy ciemny nieporządek. Udręczona samotność, walka z niewidocznymi siłami ciemności, często właśnie „walka w ciemno”, pokonywanie impulsów cielesnych i próba sublimacji pożądań to świat św. Antoniego, pochodzącego ze środkowego Egiptu opata, któremu dane było przeżyć ponad wiek.

Uczeń opata, Atanazy, oddał się żmudnej pracy spisania i przybliżenia czytelnikom Vita Antonii, biografii w formie listu, interesujących potyczek mistrza z władcą pustynnych przestworzy. Atanazy pisał po grecku, ale dzieło szybko doczekało się przekładu łacińskiego, który sporządził w 388 roku niejaki Ewagriusz z Antiochii.

Antoniego potyczki z diabłem wielokrotnie okazują się ciekawsze niż Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki szczególne. Ich istotą było często odsuwanie wspomnienia dawnych bogactw, rozwiewanie wizji suto zastawionych stołów, gaszenie płomienia pragnienia sławy czy przepędzanie demona, który przedzierzgnął się w ponętną figurę kobiecą. Antoni oddawał się twardemu życiu: „Czuwał tak długo, że nieraz całą noc spędzał bezsennie… Jadał tylko raz dziennie, po zachodzie słońca; niekiedy przyjmował strawę raz na dwa dni, często zaś raz na cztery dni. Żywił się chlebem i solą, pił zaś tylko wodę… Do spania wystarczała mu rogoża, zwykle jednak sypiał na gołej ziemi”. Pewnego razu powziął decyzję, by zamieszkać w grobowcu; tam jednak diabeł czuł się jak u siebie – pobił ascetę do nieprzytomności. Innym razem pojawiał się przed świętym przybierając postać mnicha lub mężczyzny z nóg i stóp podobnego do osła. Wystarczyło przeżegnać bestię znakiem krzyża, by ta obezwładniona padła martwa. Wyciągnięcie cielska zakończonego kopytami mogło okazać się nie lada kłopotem.

Św. Antoni Pustelnik

Innym wodzirejem w walce przeciw watahom demonów był Makary, którego przeżycia upowszechnił Rufin w swej Złotej legendzie. Makary, jak przystało na pobożnego eremitę, przygotował sobie wygodne posłanie w grobowcu, gdzie za poduszkę służyć mu miały zwłoki pewnego poganina. Kłopoty zaczęły się wówczas, gdy w trupa wszedł szatan. Makary jednak poradził sobie w walce posługując się zbożnymi modlitwami. Opowiada się o nim, że pewnego razu wędrował po pustyni z workiem piasku na plecach. Ta praktyka miała w jakiś sposób zwiększać jego pobożność. W czasie tej wędrówki Makary oznaczał sobie drogę, wbijając co pewien czas kij w piaskowe podłoże. Diabeł figlarz wyciągał paliki lub przestawiał je w inne miejsce, by zakłócić świętemu drogę powrotną.

Interesujące przygody z diabłem na pustyni przeżył także Hilarion z Gazy, urodzony w 291 roku (przez pewien czas mieszkał nawet z Antonim) i Pachomiusz. Tego ostatniego przez pewien czas dręczył demon przedzierzgnięty w zgrabną figurę czarnego dziewczątka, które starało się go uwieść. Pachomiusz odważył się na radykalne posunięcie: zdzielił dziewczynę mocnym uderzeniem, które nie pozostało bez konsekwencji. Diabeł zniknął i przepadł, jednak dłoń walecznego bojownika z mocami ciemności cuchnąć miała jeszcze przez dwa lata.

Inaczej rzecz miała się z Ewagriuszem z Pontu. Porzuciwszy życie w Konstantynopolu, udał się w góry nitryjskie, by prowadzić życie w bliskości Boga. Środkiem jej osiągnięcia była między innymi dieta. Dopiero u schyłku swych lat (a zmarł około 400 roku) wzbogacił ją o gotowane zioła, garść jarzyn, piwo jęczmienne i chlebowe. Ewagriusz przestrzegał chrześcijan przed wszechobecnymi mocami demonicznymi, które potrafią zmniejszyć się do maciupeńkich rozmiarów i przeniknąć w ludzkie ciała. Mogą też przyjmować postacie aniołów światłości. Celem zwiedzenia mnichów mogą stosować nawet przemoc fizyczną: „łechcą nos, drapią uszy, ściskają żołądek mnicha, sprowadzają nań senność podczas modlitwy, wzdymają wiatrami brzuch kontemplatyka, wywołują choroby, szczypią go i maltretują”.

Share:
ks. Mariusz Rosik