Research blogVideo

Mówią i piszą o „Miriam”

Napisać oryginalną książkę o kobiecie, o której przez ostatnie dwadzieścia wieków napisano tysiące książek – wydawałoby się, że to zupełnie karkołomne zadanie. A jednak ks. Mariusz Rosik udowadnia, że o Maryi nie powiedziano jeszcze wszystkiego.
Wielu autorów nazywało Maryję Świątynią Boga. Ale tylko ks. Rosik – przywołując ten tytuł Maryi – z detalami opisuje układ architektoniczny Świątyni Jerozolimskiej i jej liczne krużganki, udowadniając, że znajomość szczegółów w tym wypadku ma znaczenie, i przypomina starożytną legendę o skale będącej fundamentem świątyni, od której to skały Bóg miał zacząć stworzenie świata.

Co ma to wspólnego z Arką Przymierza? Jaką symbolikę kryje cytowana przez autora w książce potężna modlitwa uwielbienia, którą śpiewali kapłani wnoszący Arkę do świątyni? Co tego typu szczegóły mają wspólnego z Maryją – nową Świątynią? Poszukiwanie odpowiedzi na tego typu pytania sprawia, że momentami mamy do czynienia z wciągającym reportażem, w którym sprawnie splatają się wątki historyczne, archeologiczne, duchowe i biblijne.Wielu autorów pisało o tym, że św. Łukasz Ewangelista przedstawia Maryję jako Arkę Przymierza Nowego Testamentu – tę, która w sobie nosiła Boga. Ks. Rosik robi zestawienie wszystkich hipotez na temat tego, co się stało z historyczną Arką Przymierza i jakie były jej tajemnicze dzieje – hipotez do dziś rozbudzających wyobraźnię tak tytułowych poszukiwaczy zaginionej Arki Stevena Spielberga, jak i książki „Miriam z Nazaretu. Pierwsza charyzmatyczka”. Autor zabiera nas bowiem w fascynującą podróż do Egiptu czasów faraona Szeszonka I, by sprawdzić, czy tam nie ma zaginionej świętej skrzyni. Następnie każe nam sprawdzić, czy nie zrabowali jej Babilończycy napadający na świątynię w 587 roku przed Chrystusem. A wreszcie Rosik sam wybiera się do etiopskiego Aksum i staje u bram Kościoła Matki Bożej z Syjonu, gdzie – jak wierzą mieszkańcy tej części Afryki – Arka znajduje się do dziś.

Wielu pisało o Izajaszowym proroctwie, które już Mateusz Ewangelista odnosi do Maryi: „Oto Dziewica pocznie i porodzi syna” (Iz 7,14b). Ks. Rosik tłumaczy, dlaczego w oryginalnym tekście hebrajskim niekoniecznie mowa o dziewicy, a raczej – jak chcą niektórzy – o młodej pannie. Dziewica pojawia się w Septuagincie, starożytnym przekładzie Biblii z hebrajskiego na grecki. Czy ktoś zmienił tekst słowa Bożego? Z czego wynika taka różnica? Co było kością niezgody w trwającej niemal pięć wieków debacie? „Gdy chrześcijanie ukształtowali nauczanie o dziewictwie Maryi, Żydzi zdecydowali się odejść od własnej wielowiekowej tradycji. Sprawa zaczęła być drażliwa do tego stopnia, że w II wieku po Chr. żydowscy nauczyciele »wymazali« ze swych greckich Biblii termin »parthenos«, a w jego miejsce wpisali inny: »neania«, »młoda kobieta«”. Tłumacząc tego typu filologiczne zawiłości tekstu biblijnego, autor z właściwą sobie erudycją i lekkością stylu nie tylko pisze o treści Biblii, ale i przybliża czytelnikom fascynujące dzieje samego tekstu Biblii.

Michał Wilk, Redaktor portalu „BibleNote”

Cześć oddawana Marii należy w powszechnym przekonaniu do największych barier i trudności w dialogu ekumenicznym pomiędzy katolikami i ewangelikami. Tymczasem – jak przypomina Friederich Heiler, luterański (po konwersji) teolog ekumenista – nie tylko istnieje długa historia ewangelickiej czci oddawanej Marii, ale też Marcina Lutra można postawić w jednym szeregu z największymi głosicielami i piewcami Marii Kościoła Wschodu i Zachodu. Maria jest dla reformatora największą niewiastą w niebie i na ziemi, najwznioślejszą, najszlachetniejszą i najświętszą Matką, najszlachetniejszym po Chrystusie klejnocie w całym chrześcijaństwie. Jest też czystą, nieskalaną Dziewicą ante et pos partu oraz Theotokos – Matką Boga. Jako Matce Boga należy jej się wielka cześć – pisał Luter – wszelkie błogosławieństwo i to, że pośród całej ludzkości jest ona jedyną osobą wyniesioną ponad wszystkie inne, z którą nikt równać się nie może […]; nikt nie byłby w stanie powiedzieć o niej czy do niej czegoś większego [niż Theotokos], gdyby nawet tyle miał języków, ile liści i trawy, i gwiazd na niebie, i piasku w morzu.

Mając takie zaplecze teologiczno-historyczne, luterański czytelnik może bez lęku przystąpić do lektury Miriam z Nazaretu. Pierwszej charyzmatyczki ks. Mariusza Rosika i z zainteresowaniem śledzić refleksje oparte na zakorzenionych w Biblii tytułach i obrazach transponowanych na Marię. Użycie w tytule imienia Miriam sugeruje, że pracę można włączyć w nurt współczesnej tradycji miriamickiej, która skupia się na trzech kobietach noszących w Biblii to imię (siostra Mojżesza i Aarona, matka Jezusa oraz Miriam z Magdali). W badaniach miriamickich uwzględnia się nie tylko wieloaspektowe analizy tekstów biblijnych, tradycję teologiczną i literacką, odkrycia archeologiczne, ale również przedstawienia plastyczne, architektoniczne i upamiętnienia muzyczne. Po te elementy w odniesieniu do Miriam z Nazaretu sięga z wielką erudycją ks. Mariusz Rosik.

Autor wykorzystuje swój biblistyczny warsztat, objaśniając czytelnikowi znaczenie terminów greckich i/lub hebrajskich i aramejskich, czasem łacińskich. Bierze pod uwagę rozwój pól semantycznych, różnice w użyciu pojęć w świecie semickim, hellenistycznym i w łacińskim chrześcijaństwie (np. różnice pomiędzy sofia i fornesis; znaczenie hebrajskiego czasownika jada, greckiego czasownika charitoo, czy pochodzącego od niego imiesłowu kecharitomene bardzo mocno nacechowanego teologicznie, a nawet konfesyjnie). Czasem zdarzają się przy tym pewne nieścisłości, które jednak nie wpływają znacząco na odbiór tekstu (np. sugestia, że optativus genoito występuje tylko w raz w Biblii w Łk 1,38 w odpowiedzi Maryi danej Gabrielowi; w rzeczywistości czasownik ginomai w optativie występuje częściej, ale zwykle w formie zaprzeczonej, w Łk 1,38 rzeczywiście ma znaczenie potwierdzające). Nie wszystkie rozważania są tak samo przekonujące, zwłaszcza dla czytelnika wywodzącego się z tradycji ewangelickiej (np. teologiczne nacechowanie tytułu niewiasta w odniesieniu do Marii i brak tego nacechowania w odniesieniu do innych kobiet w Ewangelii Jana – Samarytanki i kobiety przyłapanej na cudzołóstwie, choć w tekście greckim za każdym razem występuje ta sama forma wokatywna gynai).

Rekonstrukcja i rozwój znaczeń, symboliki, wprowadzenie w semicką obyczajowość, która pozwala lepiej zrozumieć maryjne tytuły, opiera się przede wszystkim na tekstach biblijnych. Niekiedy jednak dostarczają one tylko fragmentarycznych danych. W takich przypadkach Autor sięga najczęściej po współczesną tekstom NT literaturę hellenistyczną (często przytaczane są in extenso Starożytności Józefa Flawiusza), międzytestamentową tradycję judaistyczną (Księga Henocha, IV Ezdrasza), po nieco późniejszą literaturę rabiniczną czy targumy. Z uwagą przygląda się również nowotestamentowym apokryfom – zarówno tym uznanym za ortodoksyjne (Protoewangelia Jakuba, Ewangelia PseudoMateusza), jak i tym heterodoksyjnym (np. gnostyckim ewangeliom Filipa i Marii Magdaleny). Wiele miejsca zajmuje w pracy prezentacja patrystycznej mariologii, która opiera się na alegorycznej i typologicznej interpretacji tekstu biblijnego, szczególnie bliskiej ks. Mariuszowi Rosikowi. Takie podejście wiąże się z przyjętą przez Autora charakterystyczną mariologiczną relekturą tekstów biblijnych. Budziłaby ona wątpliwości, gdyby nie była ściśle powiązana z chrystocentryczną hermeneutyką. Na szczęście jest mocno zakorzeniona w ogólnochrześcijańskiej biblijnej chrystologii.

Do elementów, które sprawiają, że Miriam z Nazaretu można uznać za opracowanie popularnonaukowe, Autor dodaje jeszcze komponent osobisty – wspomnienia z dzieciństwa, z czasów studenckich, z podróży, pielgrzymek, ze spotkań i rozmów, kontemplacje obrazów, architektury lub przyrody. Za każdym razem stają się one punktem wyjścia dla refleksji teologicznych. Ten osobisty rys nie tylko strukturyzuje poszczególne eseje, ale powoduje też, że praca nabiera charakteru osobistego wyznania Autora, jest zaangażowana, a przez to bardziej przekonująca. Ks. Mariusz Rosik pokazuje, że maryjność nie jest dla niego tylko teorią, ale autentycznym duchowym przeżyciem. To budzi wielki szacunek nawet w czytelniku, który nie w pełni podziela teologiczne przekonania Autora i w inny sposób wyraża swoją duchowość. Zaangażowanie to przejawia się również w języku, przechodzącym niekiedy w prozę poetycką opartą na biblijnej frazeologii i obrazowaniu. Udało się przy tym uniknąć nadmiernego odrealnienia, a przez to też deifikacji postaci Marii. Doskonale widać to w tytułach poszczególnych esejów, gdzie obok sformułowań metaforycznych i mocno teologicznie nacechowanych (np. w dziewictwie mocą Najwyższego osłonięta; Ewa Nowego Przymierza; Kościół Chrystusowy rodząca) pojawiają się wyrażenia pozwalające spojrzeć na Marię jak na zwykłą kobietę – Dziewczyna z Nazaretu; w Betlejem Jezusa rodząca, szabat świętująca.

Tytuły kolejnych rozważań układają się ostatecznie w Litanię do Najświętszego Imienia Miriam. Choć Autor deklaruje, że porządek tytułów maryjnych opiera się na chronologii biblijnej, ta chronologia nie jest do końca konsekwentna – dziwi np. Miriam poszukująca Jezusa (rozważania oparte na Łk 2,44-51) pojawia się po Niewieście z Kany Galilejskiej. Wydaje się też, że właśnie ten Łukaszowy tekst nie został w pełni wykorzystany. W Miriam medytującej sprawy Boże zaakcentowano tylko Łk 2,51: Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu (s. 117). Nie zwrócono uwagi na wiersze 48 i 50, które pozwoliłyby jeszcze bardziej wyeksponować człowieczeństwo Marii (Miriam nie wszystko rozumiejąca – Łk 2,50) i jej matczyne zatroskanie połączone z elementem wychowawczym (Miriam Jezusa strofująca – Łk 2,48).

W Zakończeniu ks. Mariusz Rosik opowiada o swoim spotkaniu z Ulfem Ekmanem, który z luteranizmu konwertował na katolicyzm. Dla luterańskiego czytelnika jednak bardzo dziwnie brzmi stwierdzenie, że Ulf Ekman myślał, że nieuprawnione jest nazywanie Maryi Bogurodzicą(s. 267), skoro – jak przytoczone zostało na początku recenzji – Luter cześć dla Marii wiązał właśnie z tytułem Theotokos. Być może należało by to jakoś doprecyzować, także dla czytelnika katolickiego, aby nie wyniósł wrażenia, że luteranie odrzucają ten maryjny tytuł. Nie odrzucają. Może czasem inaczej rozkładają akcenty i swoją mariologię sytuują bardziej w cieniu chrystologii. Jak w hymnie matki Basilei Schlink, luteranki, założycielki Ekumenicznego Zgromadzenia Marii (sic!), która tak poetycko kończy rozważania na temat odwiedzin Marii u Elżbiety:

Uwielbiamy Cię, Jezu, za to,
że chciałeś, by Matka Twoja
niosła Cię w łonie przez góry i doliny,
które Ty stworzyłeś.

Ale może ta nieścisłość jest zaproszeniem do podjęcia ekumenicznej refleksji mariologicznej opartej o argumenty skrypturystyczne oraz Wirkungsgeschichte? Jeśli ktoś, zwłaszcza ze strony ewangelickiej, chciałby skorzystać z tego zaproszenia i podjąć to wyzwanie, powinien najpierw zapoznać się z Miriamz Nazaretu.

prof. Kalina Wojciechowska, Chrześcijańska Akademia Teologii

„Miriam z Nazaretu”. Książka piękna i niezwykła. Piękna wizualnie, uporządkowana i bardzo przyjazna w odbiorze: opatrzona ładną, czytelną okładką, która przywodzi na myśl popularne obecnie beletryzowane opowieści o władczyniach starożytnego Bliskiego Wschodu.

W spisie treści znajdujemy krótkie tytuły rozdziałów, które układają się w historię życia dziewczyny z Nazaretu. Ale nie dajmy się zwieść tej szlachetnej prostocie. Dobra literatura ma to do siebie, że jest prosta i złożona zarazem – i tak jest również w przypadku „Miriam z Nazaretu”: opowiadając historię życia Maryi, autor z ogromną swobodą żongluje historycznymi, biblijnymi i teologicznymi informacjami, wplata również odniesienia do własnych doświadczeń i do podróży, więc opowieść przybiera momentami formę reportażu, w którym jest miejsce na osobistą refleksję  – widać tu ogromną wiedzę i erudycję księdza Mariusza Rosika.

I z jednej strony mamy historię ‘jednej z nas’, prostej dziewczyny z Nazaretu, która znalazła w sobie odwagę, by bezgranicznie zaufać Bogu i by pozostać wierną do końca, a z drugiej strony książka w niezwykle przenikliwy sposób pokazuje, jak Bóg wpisuje losy Maryi w historię zbawienia, począwszy od Księgi Rodzaju poprzez Zwiastowanie i scenę pod krzyżem, gdzie Maryja staje się Matką Kościoła, a potem trwa z apostołami na modlitwie i w oczekiwaniu na zesłanie Ducha Świętego, aż po ostatnią księgę Biblii – Apokalipsę – gdzie pojawia się jako ‘Niewiasta obleczona w słońce’. I nagle odkrywamy, że historia Miriam z Nazaretu to jednocześnie historia nas wszystkich, historia Kościoła… A te wielkie prawdy wiary opisane są współczesnym, przystępnym, barwnym językiem, w lekkim, by nie powiedzieć, ‘gawędziarskim’ stylu, tak charakterystycznym dla pisarstwa księdza profesora Rosika.

Podczas lektury „Miriam z Nazaretu” odkrywamy, że wszystko, w co wierzą katolicy odnośnie do Maryi wynika nie tylko z tradycji, ale przede wszystkim ma solidne podstawy biblijne – również wezwania, które znajdziemy w Litanii Loretańskiej i w innych modlitwach maryjnych. Jak zaznacza we wstępie autor, nie jest więc tak, że Kościół katolicki ‘wymyślił’ pewne prawdy, ale jest odwrotnie – z biegiem czasu niektórzy chrześcijanie porzucili przekonania pierwszych wyznawców Chrystusa. Jest to więc doskonała lektura dla tych, którzy chcą rozumieć i bronić maryjnych prawd wiary.

Refleksję nad życiem i posłannictwem Maryi zamyka Litania do Najświętszego Imienia Miriam – modlitwa autorstwa ks. Mariusza Rosika. Tworzące ją wezwanie to tytuły poszczególnych rozdziałów książki pięknej i niezwykłej, takiej, jak jej tytułowa bohaterka.

Magdalena Konopko, Klub Książki Chrześcijańskiej „Siloe”

Polub stronę na Facebook

Share:
ks. Mariusz Rosik