Podróże

ZENON Z KITION OPROWADZA PO CYPRZE

Dochodzące latem do pięćdziesięciu stopni upały wypada na Cyprze znosić ze stoickim spokojem. Stoickim, bo przecież stąd, dokładnie z niewielkiej fenickiej miejscowości Kition, pochodził twórca szkoły stoickiej. Zenon żył na przełomie IV i III wieku przed Chr. Entuzjastyczny kult dla Sokratesa wyciągnął go z rozpalonej słońcem wyspy i kazał podjąć wędrówkę do Aten, gdzie w słynnym krużganku (gr. stoa) wygłaszał płomienne mowy. Cypryjczyk za dnia rozczytywał się w Obronie Sokratesa Platona, a zasypiał z Memorabiliami Ksenofonta w ręku. Te dwa dzieła stały się iskrą zapalną myśli, która dała początek stoickiemu nurtowi filozofii starożytnej. Pobyt na Cyprze staje się dogodną okazją, by nieco bliżej się z nim zapoznać.

Nikozja i prezydent Makarios

Cypr jest tak bardzo podzielony, jak podzielone są opinie co do Makariosa III. Na jego pogrzebie w 1977 lało jak z cebra. Grecy mówili: Bóg płacze za Marakiosem. Turcy mówili: potrzeba tak wielkiego deszczu, by obmyć jego grzechy. Choć jego imię znaczy tyle co „błogosławiony”, to Richard Nixon nie wahał się nazwać go „Fidelem Castro w sutannie”. Biskup i prezydent jednocześnie był przez długie lata zwolennikiem Enosis, przyłączenia Cypru do Grecji, co oczywiście nie podobało się tureckiej ludności wyspy. Aby ich pozyskać, pod koniec życia (a zmarł na zawał serca, gdyż żaden z przeprowadzonych zamachów nie powiódł się) odstąpił  – przynajmniej pozornie – od tej idei.

Podział opinii co do roli, jaką odegrał w historii Cypru Makarios III odbija się obecnie refleksem w podziale stolicy – Nikozji. Przez jej środek wytyczono linię podziału – kamienny mur, który miał swego niechlubnego przodka w murze berlińskim. Gdy podchodzę nieco bliżej, uzbrojona straż natychmiast każe schować aparat fotograficzny. Nie wolno fotografować ani muru, ani tego, co znajduje się za nim. Smutny widok. Postrzępiona linia zapory ułożonej z cegieł, rdzewiejące siatki druciane, porzucone beczki, plastikowe pojemniki i zwały gruzu to naturalny pejzaż okolic ściany podziału. Wszystko to przypomina rozwalające się miasto.

Pierwszych stoików również przygnębiał upadek greckich polis. Obserwując degradację miast i powolny upadek całego imperium Aleksandra Wielkiego, szukali ratunku nie w tym, co zewnętrzne, lecz we własnej postawie. Obojętność miała być najlepszym lekarstwem na niedogodności życia i cierpienie świata. Poprzez przyjęcie takiej postawy można stać się niezależnym od świata. Ruiny miasta i zwały śmieci wcale nie muszą być przygnębiające. Wszystko zależy od tego, jakim okiem na nie spojrzeć. Bo przecież dobro i zło zależą od człowieka. Z taką myślą autobusem z popsutą klimatyzacją (bo przecież – jak głoszą stoicy – trzeba stać się obojętnym wobec takich sytuacji) wyruszam do Larnaki.

Larnaka i wskrzeszony Łazarz

Tym razem czterdziestostopniowy upał bez cienia wiatru choć trochę został pokonany przez chłód kościoła Hagios Lazaros. Larnaka leży na południowym wybrzeżu wyspy, a świątynia dedykowana Jezusowemu przyjacielowi – zupełnie niedaleko morza. Ciemna, pokryta ikonami różnych rozmiarów, stylów i stopni kunsztu lub kiczu bożnica prawosławna chlubi się przebogatym ikonostasem. Postacie świętych sąsiadują ze scenami z Biblii. Dominuje kolor złoty, choć nie brak królewskiej czerwieni i dostojnej czerni. W wąziutkich strużkach światła maleńkich świec wyraźnie dostrzec można ślady setek ust (również wyszminkowanych), złożonych do pocałunku na szklanej powierzchni ikon ulubionych świętych. W podziemiach kościoła usytuowano grób Łazarza. Ten, z którego przyjaciel Jezusa jeszcze nie powstał. Poprzedni, z którego Pan wywołał go po czterech dniach, znajduje się w Betanii, osiem kilometrów od Jerozolimy. Nieskorzy do wierzenia w cuda Jezusa faryzeusze wygnali podobno Łazarza ze Świętego Miasta, wysyłając go na niechybną niemal śmierć w dziurawej łódce na Morze Śródziemne. Łazarz podryfował do Larnaki, gdzie został biskupem. Urząd swój sprawował przez trzydzieści lat.

Relacja o wskrzeszeniu Łazarza nie została zanotowana przez żadnego z ewangelistów, poza Janem. Fakt, że zamieścił ją jedynie umiłowany uczeń Jezusa (J 11,1-45), nie uzasadnia w niczym pomysłu, jakoby powstała ona z połączenia przypowieści o bogaczu i Łazarzu (Łk 16,19-31) z opowiadaniem o Marcie i Marii (Łk 10,38-42). Choć imię Lazaros oznacza „ten, któremu Bóg pomaga”, nie musi ono wcale pełnić funkcji symbolicznej (jak przekonują niektórzy przemądrzali bibliści), gdyż Jan dodaje uściślenie historyczne, iż chodzi o Łazarza „z Betanii”, natomiast Marię przedstawia jako tę, „która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Mu nogi”.

Wzmianka o tym, że zmarły już cztery dni leży w grobie, musi wykluczać podejrzenie o letarg. Jest to raczej świadome nawiązanie ewangelisty do żydowskich przekonań o losach duszy po śmierci. Według rabbiego Bar Cappary dusza próbuje powracać do ciała przez trzy dni po śmierci. Jezus nie używa typowej dla rabinów – cudotwórców formuły modlitewnej, lecz dokonuje wskrzeszenia poprzez rozkaz: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz”.

Ciekawe, jaka była reakcja mieszkańców Cypru, gdy Łazarz opowiadał im swoją historię. Ostatecznie znali już jego poprzedników, wskrzeszenia bowiem nie były obce kulturze greckiej. Filostrates w swym dziele Vita Apolonii opowiada o takim zdarzeniu:

Wydawało się, że pewna dziewczyna zmarła w czasie ślubu. A pan młody, idąc za marami, narzekał – co jest zrozumiałe – z powodu niedokończonego ślubu. I nawet cały Rzym razem z nim lamentował, ponieważ dziewczyna pochodziła z rodziny konsularnej. Apoloniusz, widząc nieszczęście, powiedział: „Postawcie mary, ponieważ ja chcę powstrzymać łzy, które wylewacie nad młodą panią”. Zaraz też zapytał o jej imię. Otaczający orszak sądził, że wygłosi on przemówienie, jakie zwykło się wygłaszać dla pobudzenia lamentujących. Ale on nic takiego nie uczynił, lecz tylko dotknął jej, wypowiedział coś tajemniczego nad nią i obudził dziewczynę z domniemanej śmierci (IV,45).

Nawet jeśli Apoloniusz rzeczywiście przywrócił do życia młodą małżonkę, jakież musiała mieć życie przy mężu, który martwi się niedokończoną ceremonią, a niezbyt przejmuje śmiercią ukochanej! A może po prostu wobec swej żony zastosował on stoicką zasadę „apatii”, czyli beznamiętności i obojętności wobec wszelkich zdarzeń? W końcu i tak są one z góry zaplanowane i nic nie jest w stanie zmienić przeznaczenia…

Z Łazarzowego kościoła wąskimi uliczkami, pełnymi kurzu i ludzkiego cierpienia, dostaję się do oddalonego zaledwie kilkaset metrów meczetu Buyuk Cami. Jego historia wiąże się z losami krewnej Mahometa. Jak głosi tablica pamiątkowa przed wejściem do zatęchłego od potu stóp ściekającego w przybrudzone dywany miejsca świętych modłów muzułmanów, w pobliżu jest miejsce doczesnego spoczynku Hala Sultan, córki teścia założyciela islamu. Była podobno pierwszą pielęgniarką świata i przybyła na Cypr z wojskiem arabskim, które zajęło wyspę. W 623 roku niefortunnie poprowadziła konia, z którego spadła, ponosząc śmierć na miejscu. W tym też czasie z Synaju w Egipcie oderwał się piętnastotonowy głaz i drogą powietrzną przedostał się nad grób nieszczęsnej amazonki; nie chciał jednak spocząć na lądzie. Usilne starania tubylczej ludności sprowadziły w końcu kamień na ziemię i tak spełnił on swoje przeznaczenie: stał się kamieniem nagrobnym oddanej sztuce pielęgniarskiej krewnej proroka. Nie wykluczając zdarzeń cudownych, historia o przeciekającej łodzi Łazarza zyskuje na prawdopodobieństwie w zestawieniu z opowieściami o wirujących w powietrzu jak derwisze kamieniach synajskich.

Jadąc z Larnaki do Perivoli, gdzie mam zarezerwowany hotel, zatrzymuję się obok niespotykanej niecki. Wielka, płaska powierzchnia pokryta białą taflą soli to jezioro, które wysycha na lato. W okresie jesiennym i zimowym, gdy słońce mniej doskwiera, zbiornik napełnia się znów wodą. Widok tyle intrygujący, co zupełnie niespotykany w naszej szerokości geograficznej. A przecież to tylko jeden z cudów natury, jakich wiele na wyspie.

Skalny przyczółek i boska Afrodyta

Najstarszą patronką wyspy nie jest bynajmniej święta, lecz postać mityczna. Afrodyta wyłoniła się z morskiej piany i weszła na ląd, opuszczając swą muszlę, w okolicy Petra tou Romiou, przylądka westchnień zakochanych, wpatrzonych rozmarzonymi oczyma w tarczę słońca znikającą za granatową linią morza. Homerycki hymn sławi jej pojawienie się:

Pieśń o pięknej, czcigodnej wzniosę Afrodycie
W złotym wieńcu, co Cypru morskiego grodami
Włada, dokąd je Zefir wilgotnym powiewem
Przeniósł poprzez huczące falami głębiny
W lekkiej pianie.

Pierwszym kochankiem Afrodyty miał być heros Kinyras. Z ich związku zrodziła się piękna Myrra, jednak Afrodyta zazdrosna o jej urodę zamieniła córkę w wonny krzew. A z krzewu wyłonił się kolejny kochanek Afrodyty, Adonis. Mit o Adonisie wywodzi się z Syrii, lecz przedostał się do starożytnej Grecji. Niezwykłej urody Adonis stał się obiektem uwielbienia ze strony Afrodyty i Persefony. Celem rozstrzygnięcia sporu, obie zwróciły się do Zeusa, który postanowił, że Adonis winien jedną trzecią roku spędzać z Afrodytą, jedną trzecią z Persefoną, a pozostałą część w miejscu wybranym przez siebie. Jednak Adonis padł ofiarą uderzenia byka, wysłanego przez zazdrosnego kochanka bogini miłości, Aresa. Tryskająca krew Adonisa zrodziła anemony, krótko kwitnące wiosenne kwiaty, natomiast krew zranionej cierniem Afrodyty, która biegła na pomoc kochankowi, zabarwiła czerwienią białe róże.

W świątyniach ku czci patronki wyspy sakralne kurtyzany nie narzekały na bezrobocie, a ludowy zwyczaj nakazywał, aby każda dziewczyna przed ślubem oddała swe dziewictwo bogini, która posługiwała się w tym celu najczęściej jednym z pobożnych pielgrzymów. Taka przynajmniej jest wersja Herodota, a nic nie wskazuje na to, by mu nie wierzyć. Prostytucja sakralna, trwająca przynajmniej od XII wieku przed Chr., została zakazana przez cesarza Teodozjusza Wielkiego w 390 roku n.e. Najdostojniejsza świątynia ku czci bogini wznosiła się niegdyś na szczycie Olimposu (1952 m n.p.m.). Niewiele pozostało również z sanktuarium w Palea Pafos.

Zresztą dbałość Cypryjczyków o zabytki kultury trafnie obrazuje przypadek wieśniaka, który w 1936 roku wykopał na swym polu archaiczny posąg z brązu (naturalnej wielkości), przedstawiający Apollina. Niewiele myśląc, pociął go i sprzedał jako złom. I tak powoli zanika piękno dawnych bogów, sławionych przez Homera:

Szczodra w uśmiechach Afrodyta przybyła na Cypr do Pafos, gdzie ma okręg święty i ołtarz dymiący kadzidłem. Tam ją Charyty wykąpały i namaściły niebiańską oliwą, która lśni na bogach wiecznie żyjących, i odziały ją w szaty rozkoszne, cud dla oczu.

W Salaminie ze św. Barnabą

Czekając na autobus do Salaminy, raczę się kolejną dawką stoicyzmu. Jednym z najznamienitszych przedstawicieli szkoły stał się urzędnik rządu rzymskiego, urodzony jako niewolnik. Epiktet wyjaśniał, co w praktyce znaczy być stoikiem. W dziele O postępie lub poprawie moralności pisał: „Jeśli ktokolwiek z was, wyrzekając się zewnętrzności, zwróci się ku własnej woli, by ją ćwiczyć i doskonalić przez pracę oraz by ją uczynić zgodną z naturą, wzniosłą, wolną, niepodległą, niepohamowaną i skromną […] – to jest to mężczyzna, który prawdziwie się rozwija i który nie poszukuje na darmo”.

W cypryjskiej Salaminie urodził się Barnaba, późniejszy towarzysz apostoła Pawła. Wraz z nim przybył do ojczyzny około 45 roku. Paweł przywiódł do wiary w Chrystusa gubernatora wyspy, Sergiusza Pawła. Autor Dziejów Apostolskich relacjonuje:

W Antiochii, w tamtejszym Kościele, byli prorokami i nauczycielami: Barnaba i Szymon zwany Niger, Lucjusz Cyrenejczyk i Manaen, który wychowywał się razem z Herodem tetrarchą, i Szaweł. Gdy odprawili publiczne nabożeństwo i pościli, rzekł Duch Święty: «Wyznaczcie mi już Barnabę i Szawła do dzieła, do którego ich powołałem».  Wtedy po poście i modlitwie oraz po włożeniu na nich rąk, wyprawili ich. A oni wysłani przez Ducha Świętego zeszli do Seleucji, a stamtąd odpłynęli na Cypr. Gdy przybyli do Salaminy, głosili słowo Boże w synagogach żydowskich; mieli też Jana do pomocy, który należał do otoczenia prokonsula Sergiusza Pawła, człowieka roztropnego. Ten, wezwawszy Barnabę i Szawła, chciał słuchać słowa Bożego (Dz 13,1-7).

Po usłyszeniu dobrej nowiny o Jezusie, wśród znaków i cudów, prokonsul przyjął wiarę.

Dziś miasto  przepełnione jest bezładnie rozrzuconymi białymi domami wśród wąskich uliczek, okrzykami wędrujących handlarzy i rozbieganymi dziećmi. Rzucająca się w oczy ludowa pobożność, czasem zabobonna, w niczym nie przypomina pogańskiej przeszłości wyspy (a może właśnie nawiązuje do nich przez swą zabobonność). Sam Barnaba postanowił rozprawić się z pogańskimi obrzędami, zwłaszcza z rozwiązłym kultem Afrodyty. W paradę wszedł mu pewien mag o imieniu Elimas, ale marnie skończył, a jego czarownicze sztuczki nie na wiele się zdały. Barnaba został ostatecznie biskupem w rodzimej Salaminie; musiał więc na konferencjach episkopatu spotykać wskrzeszonego z grobu Łazarza, biskupa Kition. Ciekawe, czy w czasie posiłków wysłuchiwał opowieści w stylu Życia po życiu doktora Moody’ego? Musiały być interesujące. Choć tematem rozmów była zapewne także i sprawa Żydów, którzy niechętnym okiem patrzyli na krzewiące się chrześcijaństwo. Ostatecznie dołączyli ochoczo do prześladowań wszczętych przez Nerona, a Barnaba z ich rąk postradał życie.

Dużo później, kiedy walki toczyły się już ze światem arabskim, ciepłe wiatry śródziemnomorskie przygnały do wybrzeży Cypru narzeczoną Ryszarda Lwie Serce, księżniczkę Nawarry, a także siostrę króla, Joannę Sycylijską. Wyspą rządził wówczas despotyczny Izaak Komnen. Wpadł na naturalny wśród despotów pomysł wymuszenia okupu, a gdy błękitnokrwiste panie nie chciały go uiścić, tyran nie zezwolił im na opuszczenie statku i pozbawił je dostawy wody. Tak się jednak stało (zupełnie przypadkiem!), że zapalony ogniem chrześcijańskiej dumy król Ryszard zmierzał w czasie krucjaty do niedalekiej już Jerozolimy i akurat przepływał obok Cypru. Czyż nie widzieć w tym fakcie miłosnej intuicji, która pozwala wyczuć, gdy ukochana jest w niebezpieczeństwie? Lwie Serce zepchnął wojska tyrana w głąb lądu, jego samego skuł srebrnymi kajdanami, a wyspę sprzedał Templariuszom, którzy po ściągnięciu podatków od ludności, oddali ją królowi Anglii.

Łukasz Ewangelista w górach Troodos

Pośród potężnego łańcucha gór Troodos, niczym łza bursztynu w morskiej pianie, zagubił się klasztor Panagia tou Kykku. Ponieważ na tkanej przez czas złoto-czarnej nici historii kilkukrotnie ulegał pożarom, niewiele pozostało z jego dawnej świetności. Dla wędrowca wspinającego się zakurzonymi górskimi szlakami kompleks klasztorny wyrasta nagle zza ciemnozielonego pasa zieleni sosnowego lasu. Kryje w sobie skarb niebagatelny: ikonę Matki Bożej Miłosierdzia, pisaną – jak głosi legenda – przez samego Łukasza Ewangelistę. Fundator założonego w 1100 roku klasztoru otrzymał ją od cesarza Aleksego I Komnena, w dowód wdzięczności za przywrócenie zdrowia chorej na podagrę córce cesarza. Ikona strzeżona jest zbyt dobrze: okryto ją taką ilością złota, srebra i masy perłowej, że niewiele można dostrzec.

Łukasz był nie tylko lekarzem i pisarzem. Był także malarzem, gdyż – według podania – namalował na kartach swej Ewangelii przepiękny i wzruszający wizerunek czułej Matki Chrystusa. Samemu Łukaszowi z pewnością łatwiej byłoby zgodzić się na miano malarza niż – jak podają niektóre przewodniki – na status apostoła. A co najgorsze, autorami tych przewodników nie są buddyści, którzy niewielkie mają pojęcie o chrześcijaństwie.

Ewangelista był Grekiem z pochodzenia (najprawdopodobniej z Antiochii) i dzieło swe adresował do chrześcijan tej samej proweniencji. Analiza języka Łukaszowego wskazuje na jego wysokie wykształcenie (wymagał tego zawód lekarza), należy więc przypuszczać, że znał przynajmniej główną spuściznę literacką i religijną starożytnej Grecji. Chrześcijaństwo przyjął w Troadzie, bardzo blisko miejsca, gdzie sytuowano starożytną Troję sławioną przez Homera. Niektórzy bibliści są przekonani, że w swoich dziełach Łukasz chętnie sięgał po greckie wzorce literackie. W jednym przypadku to właśnie Homer miał stać się mistrzem Ewangelisty. Gdy opisywał przygody Odyseusza, posłużył się tzw. motywem wędrówki cyklicznej: akcja rozpoczyna się w pewnym miejscu, następnie główny bohater podejmuje wędrówkę, by wrócić do punktu wyjścia z odmienioną świadomością. Odyseusz wyrusza z Itaki, by po dziesięciu latach wrócić do niej, ubogacony doświadczeniami wojny trojańskie. Podobnie rzecz dzieje się w przypadku bohaterów Łukaszowych. Akcja Ewangelii rozpoczyna się w świątyni jerozolimskiej, gdzie Zachariasz sprawuje kult; po całej relacji z życia i działalności Jezusa Łukasz znów wprowadza czytelników do świątyni, gdzie spotykają się na modlitwie pierwsi chrześcijanie. Wędrówka kończy się tam, gdzie się zaczęła, jednak już przy całkowicie odmienionej świadomości.

Ten sam motyw wykorzystany został przez Łukasza w opisie wędrówki uczniów do Emaus. Wyruszają z Jerozolimy, kierują się ku wiosce, jednak spotkanie ze Zmartwychwstałym odmienia ich zamiary: ze świadomością daru zbawienia powracają do Świętego Miasta.

Również i na mnie czas. Niewielkie lotnisko w Larnace jest przepełnione. Powracam do kraju jak bohaterowie Homera i Łukasza – z odmienioną świadomością. Odmienioną poprzez spotkanie z innymi ludźmi i kulturą, poprzez poznanie nowych zwyczajów i mentalności. Powracam ubogacony doświadczeniem Cypru. Zgodnie ze starym porzekadłem: Vivere non est necesse, navigare necesse est.

 

Share:
ks. Mariusz Rosik