Podróże

O nieroztropnej Aldzie. Avigliana w Piemoncie

Avigliana w Piemoncie. Niewielkie miasteczko, liczące około dwunastu tysięcy mieszkańców, rozłożyło swe połacie niczym szeroki płaszcz na obrzeżach Val di Susa, trzydzieści kilometrów od Turynu, nad dwoma niewielkimi jeziorami. Ich nazwy nie są zbyt trudne do zapamiętania: Lago Grande i Lago Piccolo.

Wybieram się autem na górę Pirchiriano, gdzie wznosi się dumnie dawne opactwo benedyktynów, dziś zamieszkałe przez ojców rosminianów. Korzeniami swymi obiekt sakralny sięga X wieku. Usytuowany został na szlaku, który łączy opactwa poświęcone Archaniołowi Michałowi. To niedaleko Avigliany – opactwo Sacra di San Michele.

Jednym z nich jest Mont Saint Michel w Bretanii. Kiedy kilka lat temu odwiedziłem to miejsce, ogromne wrażenie zrobiły na mnie szare wody La Manche, które oblewały wypiętrzającą się nad nimi wyspę. Wyspę tylko po przypływie, gdyż podczas odpływu można dojechać do niej samochodem.

Początki opactwa Mont Saint Michel owiane są legendą, która zadowolić może każdego; ma bowiem trzy wersje, więc wybór jak na legendy jest całkiem przyzwoity. Wszystkie trzy zasadzają się na przekazie, iż w 708 roku Michał archanioł nakazał biskupowi Aubertowi z Avranches wybudowanie klasztoru na wyspie Tombe. Biskup nie był skory do wiary w takie objawienia. Waleczny przywódca zastępów niebieskich kilkukrotnie fatygował się na ziemię, by metodą perswazji dopiąć swego. Ostatecznie jego cierpliwość wystawiona została na próbę i musiał uciec się do bardziej radykalnych form. Według pierwszej, psychologicznej wersji, archanioł przebił swym niebiańskim palcem czaszkę hierarchy, a spowodowane w ten sposób zamieszanie w mózgu przekonało go w końcu o prawdziwości objawienia. Według wersji thriller, duchowy przybysz przebił mu ucho całkiem nie-duchową włócznią. Wreszcie według wersji soft, archanioł jedynie postukał purpurata w czoło, a to wystarczyło. Celem ułatwienia zadania niewprawnym budowniczym, poranna rosa wyznaczyła na wyspie plan fundamentów, a gdy sam Michał wskazał im źródło wody pitnej, prace potoczyły się już szybko. Od tego czasu nazwa wyspy została zmieniona na Mont Saint Michel. Wcześniejsza, Mont Tombe, nawiązywała do przekazów celtyckich, iż była ona miejscem chowania ich zmarłych. Podobno nawet sam Juliusz Cezar znalazł tu odpoczynek w złotej trumnie.

Powróćmy jednak do Piemontu. Z imponującym kompleksem klasztornym Sacra di San Michele wiąże się legenda o pięknej Aldzie. Młodziutka i śliczna dziewczyna uciekając przed nachalnymi żołnierzami, wolała stracić raczej życie niż czystość. Rzuciła się w dół z klasztornej wieży. Bóg jednak w cudowny sposób spełnił słowa psalmisty: „swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach” (Ps 91,11). Dziewczyna bezpiecznie wylądowała na skale, ocalając nie tylko życie, ale i zdrowie. Z czasem jednak, wiedziona pychą i żądzą pieniądza, postanowiła powtórzyć swój wyczyn. Tym razem spełniły się inne słowa psalmisty: „Szczęśliwy ten, co chwyci i roztrzaska o skałę twoje małe dzieci” (Ps 137,9). Biedna Alda roztrzaskała swą piękną głowę o skałę.

Pomysłowość psalmisty co do źródeł szczęścia przewyższa o głowę scenariusze dzisiejszych horrorów. Obraz roztrzaskujących się o twarde skały dziecięcych główek jest nawet bardziej wymowny niż potępiana przez twórców demokracji praktyka pozostawiania schorowanych niemowląt na wzgórzach Tajgetos. W końcu mieszkańcy Sparty porzucali dzieci na pastwę dzikich zwierząt i niepogody, ale nie lubowali się w widoku rozbryzgującej się krwi. Tymczasem dla psalmisty taki widok jest źródłem upojnego szczęścia. Przytoczmy je w kontekście

„Córka Babilonu jest niszczycielką.
Szczęśliwy ten, co ci odpłaci
za to, coś nam wyrządziła.
Szczęśliwy ten, co chwyci i roztrzaska
o skałę twoje małe dzieci” (Ps 137,8-9).

Słowa te, użyte zresztą w podniosłym klimacie modlitwy, skierowane są przeciw najeźdźcom, którzy powalili w gruzy świątynię Pańską, zburzyli miasto, a jego mieszkańców w smutnym korowodzie poprowadzili do niewoli. Gdy jeńcy przekraczali bramy Babilonu, nad ich głowami górował ozdobny posąg bogini Isztar. Niewola nie była więc tylko polityczna, lecz także duchowa. Żydzi wkraczali do miasta pogańskich bożków, które „mają usta, ale nie mówią; oczy mają, ale nie widzą. Mają uszy, ale nie słyszą; nozdrza mają, ale nie czują zapachu” (Ps 115,5-6). Życzenie zła najeźdźcy motywowane jest więc religijnie: Babilończycy zburzyli świątynię, skradli Arkę Przymierza i uwięzili jeńców w pogańskim mieście. Ta właśnie religijna motywacja posłużyła po wiekach biskupowi Hippony do ukucia zasady, według której interpretować należy wiele psalmów złorzeczących. Augustyn zachęca, by złorzeczenia i przekleństwa odnosić nie do grzesznika, który przecież zawsze ma szansę na nawrócenie, lecz do demonów, które wciąż atakują chrześcijan.

Niestety nieroztropna Alda nie sprzeciwiła się demonom pychy i bogactwa…

Share:
ks. Mariusz Rosik