Z postaciami patriarchów Abrahama i Jakuba związane jest samarytańskie miasteczko – biblijne Sychem, zwane dziś Nablus. Ten pierwszy jedynie przechodził przez to miejsce, drugi zaś nabył tu ziemię, ale musiał szybko uchodzić, by uniknąć zemsty za postępek swych synów, którzy krwawo pomścili zniewagę swej siostry. Ten drugi natomiast przekazał tę ziemię Józefowi i tu później spoczęły jego prochy, balsamowane być może na wzór egipskich mumii. Tu, w Sychem, także Jozue wygłosił swą płomienną mowę wzywając lud do ostatecznego zerwania z bożkami: „Bójcie się Pana i służcie Mu w szczerości i prawdzie! Usuńcie bóstwa, którym służyli wasi przodkowie po drugiej stronie Rzeki i w Egipcie, a służcie Panu! Gdyby jednak wam się nie podobało służyć Panu, rozstrzygnijcie dziś, komu chcecie służyć, czy bóstwom, którym służyli wasi przodkowie po drugiej stronie Rzeki, czy też bóstwom Amorytów, w których kraju zamieszkaliście. Ja sam i mój dom, służyć chcemy Panu” (Joz 24, 14-15).

Biblijne Sychem należy identyfikować z przedmieściami Nablus, zwanymi Balata. Nieopodal wznosi swój grzbiet góra Garizim, na której Samarytanie wystawili swą świątynię. Nazwa obecnego miasta, Nablus, pochodzi od rzymskiej kolonii Flavia Neapolis, założonej w 72 roku po Chr. Tutaj około setnego roku urodził się Justyn Męczennik. Niedługo później w mieście wybudowano świątynię ku czci Zeusa oraz amfiteatr, którego sylwetka pojawia się na mozaikowej mapie w Madabie. Od IV w. Nablus jest siedzibą biskupią, jednak potyczki z Samarytanami nie ustawały przez wieki. W 531 roku zabito biskupa i księży oraz spalono klasztory i kościoły. Później miasto przeszło w ręce muzułmanów, a w 1110 przejęli je krzyżowcy. W połowie XII w. przebywała tu królowa Jerozolimy Melisenda, dzięki której w mieście powstały klasztory i kościoły. Dziś niewiele pozostało z dawnej świetności Sychem. Trzęsienie ziemi w 1927 roku nie pozostawiło przysłowiowego kamienia na kamieniu. Największą stratą okazało się zniszczenie zabytkowej synagogi Samarytan.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Share:
ks. Mariusz Rosik